odcinek 2 – Powrót pradawnej istoty

Witajcie po dłuższej przerwie…

Przepraszam za tak duuuże opóźnienie, mam nadzieję, że nadal tu zaglądacie. ;) Potrzebowałam czasu, aby przemyśleć parę spraw, pisanie wtedy nie było mi głowię. Jednak widząc Wasze rosnące zainteresowanie moim opowiadaniem, postanowiłam się przełamać, i opublikować napisany miesiąc wcześniej odcinek, albo właściwie ułamek odcinka, ponieważ pierwotnie miał być on długi. Trochę pomęczę Was opisami, niestety są one konieczne, by zrozumieć koncepcję opowiadania. Obiecuję, że później będzie już lżej. :)

Mam nadzieję, że polubicie Dorindę, chcę zrobić z niej charakterną postać, a nie nudną ślicznotkę. Reszta postaci pozostanie niezmienna, przede wszystkim Phobos… :D

Wakacje dobiegają końca, od września pisanie będzie na drugim planie, jednak postaram się nie zaniedbywać bloga! W razie wątpliwości piszcie do mnie na pocztę, sprawdzam ją codziennie, więc nie będzie problemu z odpowiedzią. Dziękuję wszystkim za komentarze, jesteście kochane! :) :*

Pozdrawiam oraz zapraszam do lektury! ;)

________________________________________________________________

Owładnęło ją wrażenie, iż ogląda film o samej sobie. Wspomnienie po wspomnieniu, niczym klatka za klatką, pojawiało się w głowie dziewczyny. Od tych całkiem starych, np.: siedmiolatki uciekającej z fotelu dentystycznego, aż do względnie świerzych, typu pierwszego pocałunku piętnastoletniej wówczas Dorindy. Wędrującej między zapiskami pamięci, Ziemiance, towarzyszyła nostalgia. Nie potrafiła powstrzymać łezki wzruszenia, widząc swoją rozpacz, gdy utraciła wypełnionego helem balonika. Miała wtedy osiem lat.

Poznawanie zawartości czyjegoś umysłu wywoływało zwykle błogi trans u panny Sparks, lecz tym razem część rozsądku licealistki protestowała otwarcie przeciw owemu, nienaturalnemu zjawisku. Skąd ktoś zupełnie obcy, zna tak spory kawał jej życia? Chciała wykonać krok wstecz, jednak coś wtedy zaciekawiło, a zarazem przeraziło posiadaczkę telepatycznych zdolności… Ujrzała bowiem swych rodziców, biegnących dokądś. „Czy nad nimi również wisi niebezpieczeństwo?” Mało brakowało, by brunetka zaczęła błagać o litość dla bliskich, kiedy wizerunek pary wychowującej bez wątpienia niezwykłe dziecko, począł się rozmazywać. Już chwilę później obserwowała przeobrażenie dwójki darzących ją miłością ludzi. Coraz mniej przypominali siebie. „NIEEE!!!!!”

Momentalnie cofnęła dłoń, dysząc ciężko, jak gdyby przebyła maraton, i spojrzała zamglonym wzrokiem na członka królewskiego rodu. Budzący złe przeczucia strażników uśmieszek księcia, nie opuszczał ust młodego mężczyzny. Nic dziwnego – przecież dokonał zamierzonego czynu, jakiego stanowiło rozpętanie zamętu serca potencjalnej ofiary. Rozbawiony, czytał myśli dziewczęcia równie zachłannie co pasjonującą książkę. Siły osobnikowi dodawał ból zdezorientowanej przybyszki, odpychającej podświadomie okrutną prawdę. Chociaż zdążyła zobaczyć wystarczająco wiele nie znajdujących racjonalnego wytłumaczenia osobliwości, aby uwierzyć we wszystko, zaprzeczała bycia okłamywaną przez kochaniutkich opiekunów – animagów. „Ależ lichutkie wnętrzem stworzeniem” -  zakpił.

- Wiedziałabym, żyjemy pod jednym dachem!!! To podły blef! – Wykrzyczała dygocząca ze wściekłości, błękitnooka.

- Dlaczegóż miałbym cię ranić? Przykro mi, że dopiero teraz odkryłaś szokujące oblicze przybranych rodziców, ale… – Sianie kłamstw dwudziestolatkowi zakłóciła Dorinda, wchodząc Escanorowi w zdanie:

- Zamilcz natychmiast!!!

Ciemna łuna poraziła wpierw grupkę strażników, która opuściła niespodziewanie ciało czarnowłosej mieszkanki magicznego miejsca świata, Heatherfield. Stwory jedynie zagradzały kuli energii do stojącego odrobinę dalej celu, księcia Phobosa. Zatoczyła więc koło, po czym z impetem uderzyła niespodziewającego się ataku Meridiańczyka. Rzuciła nim oraz trzymała uwieszonego nad podłożem sekundę lub dwie, gnieżdżąc młodego mężczyznę milionem niewidzialnych igieł. Wydał okrzyk cierpienia, aczkolwiek wewnętrzna tortura pozostawiła tylko garstka drobnych siniaków, żadnych śladów ukłucia.

Siedemnastoletnią Dorindę zawiodła półkula mózgu, podporządkowana logicznemu rozumowaniu, wręcz nie wierzyła swym oczom.

- Przepraszam, ja – ja… Nie chciałam… – Szepnęła, czując nadciągające omdlenie.

Redentor pomógł przyjacielowi podtrzymać lekko, masującą skronie towarzyszkę. Istniała obawa, że znów przypadkiem oberwą, jednak tutejszy rozruch był czymś, czego pragnęli koniecznie uniknąć. Strażników nie obchodziły obrażenia, których donieśli, tym bardziej obojętnie traktowali pół przytomnego skazańca. Priorytet odgrywał porządek w podziemnym więzieniu.

- Dosyć na dzisiaj księżniczko, pora wracać. – Rzekł wielkolud, przebywający najbliżej dziewczyny.

Początkująca sportowczyni z ulgą kiwnęła głową, przerośnięta wrażeniami. Przybrała postać tykającej bomby, mogła bez zapowiedzi eksplodować. Opuszczając Nieskończone Miasto, obejrzała się ostatni raz za siebie, posyłając mu pożegnalne spojrzenie.

 

***

 

Elyon przemierzyła pełna niepokoju komnatę odwiedzin, słowa przyjaciółek przelatywały gdzieś ponad uszami Światła Meridianu. Ignorowała więc skargi byłych strażniczek. Wszystko wraz umilkło, oczekując niewiadomego: odgłosy krzątającej się po zamku służby, powozów, mieszkańców królestwa. Choć władczyni zataiła przed poddanymi przepowiednię wieszczki, to lud mimo tego snuł domysły, odkąd Magie zawitała w ich świecie. Krążyły pogłoski, iż pewien potężny demon przybył z Hadesu, ciągnąc ze sobą świtę potępionych i usiłuje zawładnąć Wszechświatem.

Panika narastała, próbowano zaradzić smętnym nastroją, organizując częste bale oraz wygłaszając uspakajające przemówienia, jednak na średniowieczne przesądy nie ma rady. Trudno było odnaleźć przyczynę, wywołującą dziwaczną teorię poddanych. Dla dorastającej na stokroć bardziej rozwiniętej postępowo planecie dziewczyny, zrozumienie meridiańczyków stanowiło nie lada wyzwanie. Trwożyła ją obawa, że zawodzi jako głowa świata, ogarnianego przestrachem. Powinna gasić lęki, szerzyć nieustannie pokój, zamiast główkować dniami i nocami za wynalezieniem mniej ryzykownego ratunku wymiaru, od przedstawionego przez wędrującą panią rozwiązania.

Posępna blondynka dobrą chwilę trwała nieruchomo, Irmę Liar zawieszenie gospodyni zaczynało już solidnie irytować.

- Wyjaśnisz jeszcze raz, co ona tam tak długo robi? – Rzuciła, lekceważąc jednocześnie ostrzegawczy warkot siedzącej tuż obok panny Hale.

Zaraz również usłyszała głos wewnątrz umysłu, ciemnoskórej eks – czarodziejki: „Cornelia prosi byś przestała zamęczać Elyon pytaniami”. Chciała odpowiedzieć telepatce coś uszczypliwego, lecz uwagę szatynki odwróciła jasnowłosa kobieta, opuszczająca wtem przyciemniony róg imponującego pięknem pomieszczenia. Czwórka licealistek ogarnęła osobniczkę spojrzeniami.

- Musimy być cierpliwi, odkrycie zaszyfrowanej mocy księcia może zająć zarówno moment, jak niezmierzoną wieczność. – Rzekła poważnie.

Dwa lata temu, tuż po upadku Nerissy, odnaleziono Pradawną Istotę zaklętą w marmurowym posągu, zdobiącym wodospad Nieskończonego Miasta – domu niewiasty. Szmat czasu podszywała się pod nią podstępna wiedźma. Nim prawda ujrzała światło dzienne mówiono, że dawno zmarła, ponieważ nieśmiertelność Kapłanki była obca nawet potężnemu Kondrakarowi. Nie mogła zostać uśmiercona, ale uwięziona już tak. Caleb odnalazł rzeźbę, wydającą się chłopakowi lustrzanym odbiciem młodej Magie, Wyrocznia zdjął klątwę z Meridianki, mającej nie zaznać nigdy starości.

Czarodziejka przedstawiła swą historię, a później przepadła, zyskując tym samym przydomek wędrowniczki. Nocą odwiedzała galaktyki, by poznawać głoszoną przez gwiazdy przyszłość. Wykonywanie magicznego zajęcia umożliwiała kilkusetlatce znajomość języka kulistych ciał niebieskich. Zdobyte wieści przekazywała każdemu, kogo dotyczyły.

Półtora pełni księżyca wcześniej, powróciła na ojczystą planetę, niosąc młodej Escanor posępną nowinę. Otóż dokonująca szeregu makabrycznych zbrodni Lorenwer, uknuła zemstę. Gwiazdy ukazały Kapłance Meridian pokryty gruzami, prawdopodobnie  więc planowała jego destrukcję. Według skupiska powiązanej grawitacyjnie materii, jedynie zjednoczenie sił wszystkich Serc wszystkich wymiarów (obejmując nieprawowite), zdoła zatrzymać żądną krwi bestię, przywdziewającą ludzką skórę.

Odważna Elyon mogła stanąć do walki bez niczyjego wsparcia, licząc, iż światłością pokona wroga. Jednak zbyt mocno kochała pełen ufności lud, którego śmierć nastolatki pozbawiłaby źródła opieki. Osieroconą królowe dręczyło wyłącznie jedno – jej przesiąknięty złem brat nie stoczy boju o istnienie Meridianu, gdyż mężczyźnie jest właśnie odbierana moc. Zresztą Phobos chętniej zdezerterowałby, wspierając reprezentantkę mroku, niż pomógł znienawidzonej członkini rodziny. Wieszczka pocieszyła trapioną wielkim zmartwieniem władczynię, wyjawiając, że Whira przed śmiercią podarowała swemu pierworodnemu synowi czar, ciągle pozostający nieznany właścicielowi. Osobnika można oczyścić wyłącznie z wykorzystywanej podczas życia magii.

Owa wiadomość tworzyła niestety kolejną przeszkodę – aby wybadać tajemniczą energię dwudziestojednoletniego tyrana potrzebowano zdolności, posiadanej przez zaginioną księżniczkę najmłodszego wymiaru Wszechświata, Lacrimisu. Kondrakar ani Elyon w całej wszechmocy nie potrafili tego, czym dziki świat obdarował przyszłą władczynię, mającą dzięki niemu strzec poddanych przed nieprzyjaciółmi. Przypadłość młodej dziewczyny obnażała dusze, wnikała we wszystkie uczucia osobliwości, nawet najgłębiej skrywane. Światło szóstego, ostatniego wymiaru, Dorotea, stanowiła niezbędny element układanki, bowiem wykluczenie jednego Serca, uniemożliwi ocalenie Meridianu oraz całego Wszechświata.

Zanim blond włosa przywódczyni magicznego narodu wydała polecenie sprowadzenia do pałacu niegrzeszącą przeciętnością rówieśniczkę, poznała powód przyjścia na świat Dorindy. Zgłębiając relację Pradawnej Istoty, dotyczącej egoistycznych pobudek Nerissy, jakimi kierowała się zachodząc w drugą ciążę, nadała kobiecie bezkonkurencyjnie, miano najgorszej matki. Ponoć ówcześni władcy Meridianu – królowa Whira i król Zodern, zgodnie z panującymi setki lat temu obyczajami, poszukiwali żony dla ich trzyletniego synka, Phobosa. Głównym warunkiem była błękitna krew, płynąca żyłami kandydatki. Choć drzewo genealogiczne wymienionej wcześniej wiedźmy nie obfitowało w szlacheckie korzenie, ogromnie pragnęła zrodzić dziecko – marionetkę, by poprzez wykorzystywanie potomka, władać równoległym wymiarem. Dlatego właśnie obmyśliła perfidny plan…

Wpierw uwiodła najpiękniejszego Ziemianina, takiego o jakim marzy każda przedstawicielka płci pięknej. Gdy wiedziała już, że pod jej sercem rośnie dziewczynka, wszczepiła płodowi moc kwintesencji, dodając mu tym atrakcyjności. Kilka miesięcy po porodzie odwiedziła miejsce zamieszkania Escanorów, oferując maciupeńkiego człowieczka w zamian za dokument potwierdzający przyszły akt zaślubin.

Władające światem małżeństwo, nie interesowała Ziemianka plebskiego pochodzenia, ale wyraziło chęć obejrzenia niemowlaka. Obu równocześnie poraziła uroda nazwanej imieniem, oznaczającym „dar bogów”, Dorotei. Nie mogli wyjść z podziwu, tymczasem Nerissa zacierała już ręce, słysząc zachwyty oblegające obdarzony: „włoskami czarnymi niczym pochmurna noc, krwistoczerwonymi usteczkami oraz śnieżnobiałymi licami”, owoc swojego łona. Para królewska zgodnie twierdziła, iż tak śliczna istotka godna jest zasiąść u boku pierworodnego dziedzica, lecz nie akceptowali rodowodu dziecka byłej strażniczki.

Król Zodern dokonał więc nie zmierzonego potęgą dzieła… Wypuścił dorosłego kruka, oddającym ubarwieniem kosmyki Dorotei, zaczarowawszy wcześniej zwierzę. Ptak pokonywał przestworza bez możliwości zawrotu. Szybko dopadła go tęsknota, przywoływana wspomnieniami stada, wtedy oto uronił trzy łzy, które spadając w nicość uformowały spłaszczoną kulę wody, nabierającej stopniowo rozmiarów i objętości. Wreszcie utworzyły one planetę, kształtem przypominającą elipsę.

Meridiańczyk rad ze stworzenia wspaniałości, uniósł troskliwie dzieciątko, wypowiadając następujące słowa: „Osiągnięcie przez ciebie pełnoletniości, będzie równoznacznym początkiem waszego panowania nad szóstym wymiarem. Zostaniesz Światłem, dzięki tobie Lacrimis rozkwitnie życiem. Wychowa cię natura, rozkazuję wszelkiemu zmiennokształtnemu stworzeniu sławić twę imię.

Ptactwo zabrało dziewczynkę na nowo zrodzony świat, pojawienie się na nim świeżo upieczonej księżniczki spowodowało eksplozję cudów. Zieleń pokryła lasy, wodospady trysnęły wodą, a niemalże wszystkie metry kwadratowe dzikiej krainy, wypełniły pół magiczne osobniki, szukające bezpiecznej przystani we Wszechświecie. Otoczyły rodzicielską miłością, odebrane zachłannej czarownicy maleństwo.

Dopiero dwa lata później, kierowane radą Kapłanki małżeństwo animagów, znalazło przyszłej władczyni ziemskie schronienie. Znali oni bowiem marzenia młodego tyrana, mającego niebawem terroryzować Meridian, serce rozkazało im działać. Przetransportowali, stanowiące wielkie nadzieje miliardów istnień dziecko do Heatherfield, gdzie wiedli egzystencje przed powstaniem Lacrimisu. Tam ochrzcili je „Dorinda” oraz wychowywali kolejnych piętnaście lat. Nerissa natomiast, nie zdążyła zebrać plonów zasianego ziarna, ponieważ Phobos przegrał z prawowitą następczynią tronu. Została prócz tego zakładniczką własnej chciwości, córka wiedźmy miała w pojedynkę rządzić światem.

Dworscy doradcy, usiłowali odwieźć królowe od odnajdywania skradzionej nastolatki. Czuli lęk, obalony Escanor wiedział o wciąż ważnym pakcie, zawartym między jego rodzicami oraz dawną powierniczką Serca Kondrakaru. Za rok Światło siedemnastoletniej planety osiągnie pełnoletniość, gdyby groźny mężczyzna jakimś sposobem odzyskał wolność, społeczność pięciu wymiarów mogłaby oczekiwać najgorszego. Phobos pożądał nieograniczonej potęgi, władanie jedynie tworem zamordowanego króla Zoderna, nie spełniała ambicji osobnika, on zamierzał zostać panem kompletu wymiarów. Traktat zapewniał mężczyźnie zyskanie znacznej części mocy w momencie poślubienia księżniczki, to wystarczy aby resztę odebrać żonie siłą.

Królowa uwzględniała oczywiście powyższy scenariusz, jednak była święcie przekonana, iż koniec szykowanej operacji znajdzie finał na długo przed osiemnastymi urodzinami Dorindy. Brat Elyon ciągle pozostawałby tak jakby bezbronny, a zaraz po wybadaniu „tajnego asa” Meridiańczyka, dołączony do wzmocnienia sił sześciu Świateł planet. Dwudziestojednolatek  miałby być oczywiście otoczony szczelnym nadzorem. Kiedy wspólnie unicestwią Lorenwer, czarna róża „wyssie” ze złego księcia i tą nieznaną jeszcze moc.

Pierwsza dziedziczka Esanorów nagle się ocknęła, popatrzyła odrobinę rozmarzona po czwórce licealistek. Zapomniała widocznie o bożym świecie oraz tym, że jej ziemskie przyjaciółki oczekują powrotu prawdopodobnie nowej powierniczki Serca Kondrakaru z Nieskończonego Miasta.

- Widzi… pani… – Kierując słowa do Kapłanki, Irma zupełnie poczerwieniała. – My tyle czasu nie mamy.

- Słucham? – Wcięła jasnowłosa podpora Meridianu, nie znająca tematu toczonej dyskusji.

Zauważywszy jaskrawo różowy kryształ, przypomniała sobie cel wizyty paczki czarodziejek. No tak – musiały przekazać Serce biednej księżniczce Lacrimisu, tłumacząc na czym polega łączenie strażniczek. Kolejna ciężka fucha. Chociaż Yan Lin zawsze wykazywała gotowość podratowania dziewcząt, to im samym powierzono zadanie postawienia pierwszego kroku. Każda zadawała sobie pytanie, czy nieznajoma wyrazi chęć wysłuchania tego, co planują zakomunikować. Pomijając jak właściwie przyjmie newsa, iż przydzielono jej zadanie strzeżenia magicznej sieci portali.

Piasek klepsydry niemalże całkiem się przeważył, wewnątrz komnaty panowała głucha cisza, zagęszczająca atmosferę. Panna Liar stroiła miny, Tarenae badała wzrokiem doskonale znane pomieszczenie, Hay Lin tłamsiła palcami przedmiot umożliwiający nastolatką przemianę, Cornelia natomiast objęła czule osobę, przy której dorastała. Elyon oddychała ciężej niż zwykle, błądząc pełnymi obaw myślami.

- Głowa do góry złociutka, wszystko będzie dobrze. Dorinda da sobie radę z Phobosem. – Rzekła długowłosa blondynka przejętym głosem.

- Jest tak blisko, już słyszę myśli tej kobiety… Są przerażające, musiałam podjąć ostateczne kroki… – Wyjaśniając, młoda następczyni kroku próbowała powstrzymać szloch.

- Ej, przecież popieram każdą twoją decyzję. Dałam ci swoje błogosławieństwo. – Starsza córka państwa Hale gładziła lśniące włosy niższej dziesięć centymetrów dziewczyny.

Wtem niebieskooka szatynka zakłóciła wymianę zdań przyjaciółek ostentacyjnym ziewnięciem, za co oberwała mroźnym spojrzeniem pewnej pary oczu.

- Powinniście to zobaczyć…

Uwaga wszystkich spoczęła na zaabsorbowanej Azjatce, trzymającej tuż przed swym nosem źródło energii własnej oraz pozostałej części strażniczek. Siedemnastolatki otoczyły ukochaną Eryka, i dostrzegły wizerunek królewskich wysłanników, zmierzających wraz z Dorindą ku komnacie odwiedzin. Wstrzymały powietrze.

- Oho, zaczyna się. – Westchnięcie dawnej władczyni wody podziałało niczym zaklęcie, ponieważ ułamek sekundy później otworzono drzwi pałacowej sali…

Ten wpis został opublikowany w kategorii odcinki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

25 odpowiedzi na „odcinek 2 – Powrót pradawnej istoty

  1. karo.swiderska pisze:

    świetny styl pisania, jestem pod wrażeniem, pozdrawiam : )

  2. Alex pisze:

    Dziękuję za komentarz u mnie :)
    Jak zobaczyłam, że masz jakiegoś bloga to od razu wpadłam i … cieszę się, że to zrobiłam.
    Twoje opowiadanie bardzo mi się spodobało i oczywiście mam zamiar tutaj regularnie wpadać :))

  3. ~Natalka pisze:

    Świetny rozdział! <3
    Jest zdecydowanie krótszy niż poprzedni i od razu lepiej się go czytało :))
    Musiałaś tak skończyć ten odcinek? Musiałaś, bo by cie normalnie coś trafiło xd
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na następny :D :*

  4. ~Leeeez pisze:

    Cześć!
    Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam z nowego postu! Od przeczytania poprzedniego ciągle sprawdzałam twojego bloga z niecierpliwością, ale było warto – oto przede mną świeżutki rozdzialik!
    Zacznę od tego, że miałam jakiś tam błąd, ale wzięłam to za literówkę. Najbardziej rzuciło mi się „blond włosa”. Myślę, że „blondynka” brzmiałaby o wiele lepiej i poprawniej.
    Przejdźmy do samej treści. Czasem czegoś nie rozumiałam, ale dzisiaj był dla mnie trochę zaspany dzień, więc pewnie to przez to. Jakoś wydało mi się nierealistyczne stworzenie nowego światka przez króla Zoderna. Jakby to było takie proste! Ale stwierdziłam, ze był to zabieg niezbędny dla fabuły, chodź wciąż mnie nie satysfakcjonował. Pomysł ze ślicznym niemowlęciem trochę mnie załamał. Ja rozumiem, fajny bobas – ale to nadal malusieńkie dzieciątko, z którego może równie dobrze może wyrosnąć ktoś niespecjalnie urodziwy. Bo na początku wszystkie dzieci są ładne i śliczne i ten zachwyt do mnie totalnie nie przekonał, a wręcz wydał się naiwny. Dorotei nadal nie lubię, nadal wydaje mi się za piękna i za silna, ale to dopiero początek i może mnie do siebie przekonać.
    Teraz przejdę do plusów. Jak na razie postać Phobosa bardzo mnie przekonuje i aż się uśmiechnęłam, gdy zdałam sobie sprawę, że nie utopiłaś jego charakteru w muszli klozetowej. Widzę tu bardzo prawdopodobne plany tego, co by zrobił, które ogólnie zrobiły na mnie pozytywne wrażenie – logiczne, ciekawe. Podoba mi się, że mógłby manipulować myślami tak, żeby pokazywać Dorotei tylko to, co sam chce – to uczyniłoby ją mniej idealną i zrobiłoby bardzo ciekawego haka na nią. Chwalę za Irmę. Kocham jej postać, kochałam ja od dzieciństwa. A ty dobrze ją oddajesz. Chodź mam nadzieję, że pokażesz ją jak i inne bohaterki z innej strony. Lubię portrety psychologiczne i ciekawe spojrzenia na psychikę bohaterów. Gratuluję także za Elyon, bardzo przypadła mi do gustu!
    Ogólnie mam nadzieję, że nasz kochany Escanor jednak nie będzie tak zupełnie bezbronny i nie będzie znanych schematów, że Dorotea zaimponuje mu siłą, w ogóle będzie taka odmienna, na tyle, by w przeciwieństwie do wszystkich nie poddać się jego urokowi, skopać go i tym podobne… Znaczy, nie wiem, czy dobrze mnie rozumiesz, bo trochę zawile tłumaczę, ale często jest powielany pomysł na bohaterkę i relacje między nią a w tym przypadku Phobosem.
    Ach, no i podoba mi się zarys historii! Twoje opisy wcale mnie nie nudzą. Są lekkie, przyjemne, mają sens. Chciałam ci powiedzieć, ze twój styl jest świetny i bardzo go lubię.
    Czekam z utęsknieniem kolejnego odcinka, tym razem mam nadzieję, że będzie szybciej, bo nie mogę się doczekać! :3

    • ~Alicja pisze:

      Ojej, to chyba najdłuższy komentarz jaki w życiu dostałam! :D Dziękuję za szczerą opinię!:*
      A więc tak – co do błędów różnej formy, treść odcinka przeczytałam tylko raz, dlatego mogłam wszystkich nie wyłapać. :( Przepraszam za to, i mam nadzieję, że bardzo nie uprzykszają czytania…
      Jeśli chodzi o stworzenie Lacrimisu, szczerze mówiąc, gdy sobie go wyobrażałam, uznałam, że dla potężnych oraz pomysłowych nie ma rzeczy niemożliwych. A do takich zaliczam króla Zoderna. Główna bohaterka jest jaka jest, ponieważ jej wygląd będzie powodem pewnego zdarzenia. Oczywiście nie wyjawię teraz fabuły własnego opowiadania. ;) Co do wielkiej mocy, również jest ona niezbędna, min. po to, by stanowić smaczny kąsek dla Phobosa. :D
      Manipulacja myślami Dorotei się odbędzie, może nie za sprawą księcia, ale kogoś na pewno. Mam bowiem pomysł, który bez tego byłby niemożliwy.
      Nie mogłabym zmienić charakterów już istniejących postaci, po prostu nie wyobrażam sobie ich inaczej, a Phobosa ubóstwiam właśnie za to ZŁO, ono jest zabójcze! :D
      Opis dziecka zaczerpnęłam z pewnej baśni, może wyszedł zbyt idealistycznie, ale jakoś mnie poniosło. Nie potrafiłam również inaczej wytłumaczyć nagłą zmianę decyzji pary królewskiej. Tak swoją drogą, w opowiadaniu tym będą motywy dwóch baśni. Tą drugą poznacie dopiero na samiutkim końcu…
      Nie tłumaczysz zawile, wiem o co Ci chodzi, i mogę Cię zapewnić, że „nieprzesłodzę” ich relacji, może nawet uda mi się Was zaskoczyć. Przynajmniej na to liczę po cichu. ;)
      Już pracuję nad trzecim odcinkiem, znaczy skrobię coś tam w zeszycie, ale na peno go ukończę! Proszę jedynie o cierpliwość, jeżeli w tym tygodniu się nie pojawi, w przyszłym już tak. Niestety mam zawalony grafik, piszę głównie wieczorami, gdy ledwo na oczy patrzę. :( Jednak uwielbiam to robić, więc przemagam się, i układam zdania mimo zmęczenia. ;)
      Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa, uwagi oraz spostrzeżenia! Pozdrawiam, Alicja:*

  5. ~Ignis95 pisze:

    Opowiadanie trzyma w napięciu, fajnie się czyta. Opisy rzeczywiście troszkę przydługawe ale jest to całkowicie usprawiedliwione. Pisałaś, że do W.I.T.C.H żywisz pewien sentyment, nie tylko ty. Ja uwielbiam bajki, kreskówki i filmy animowane, miałam wydorośleć przez te wakacje a raczej zdziecinniałam ale co tam raz się żyje. Wracając do opowiadania ciekawy pomysł, fajna realizacja, główna bohaterka hmm… jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii ale ciekawie się zapowiada. Jako „artystka” widzę ją jako… a nie, nie powiem ci, sama zobaczysz.
    Pozdrowienia, Iga ;)

    • ~Alicja pisze:

      Dziękuję kochana, jesteś wielka!:* Sama myślałam nad narysowaniem jej, ale prędzej stworzyłabym karykarurę niż coś ładnego… eh :( No wiesz, ja cały czas czuję się jak małe dziecko, również powinnam wydorośleć, ale jakoś trudno zapomnieć mi o tych błogich latach. :D Kiedy tylko mogę, zanurzam się w swej wyobraźni, i w konsekwencji tego powstają takie dziwa. ^^ Miło wiedzieć, że łączą nas sentymenty! ;) Lubię niespodzianki, dlatego nie dopytuję o szczegóły. :D
      Również pozdrawiam oraz wyczekuję Twojego dzieła, Alicja:)

  6. ~Błękitna pisze:

    Witam Cię!

    Długo czekałam i muszę Ci powiedzieć, że codziennie wchodziłam tutaj żeby sprawdzić, czy nie ma czegoś nowego ;)

    Bardzo podoba mi się to opowiadanie. Wciąga, czyta się w miarę lekko. Jest Phobos, więc jest genialnie.

    Sprawa do przyczepienia się. Ja się zawsze czepiam. Nie bierz tego do siebie ^^

    Ze swojego doświadczenia wiem, że nie powinno się zastępować imion postaci zbyt barwnymi opisami. Rozumiem, ze chcesz uniknąć powtórzeń – to dobrze, jednak sposób jaki sobie na to obrałaś nie jest najlepszy. Dostaję białej gorączki już przy samym ‚błekitnooka’. Ja wiem, ze większość blogerów tak pisze. I ludziom się to podoba, ale bądźmy szczerzy – czy w jakiejkolwiek dobrej książce były gdzieś takie opisy? Czy ktoś zamiast napisać imię opisuje to, że ta osoba zeszłej soboty zjadła jajko na miękko?

    Przykład dla porównania – najpierw wersja ‚czysta’ potem to samo, ale w Twoim stylu:

    ‚John odłożył słuchawkę i westchnął. To działo się już trzeci raz. Na początku przyjął to spokojnie, ale kiedy dowiedział się, że choroba się nasiliła, przestraszył się nie na żarty. To było okropne. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak chwycić kurtkę i pojechać do szpitala.

    (…)

    Stanął przed jej pokojem. Przyprowadziła go tutaj jedna z pielęgniarek. Bał się otworzyć drzwi. Nie wiedział czego może się spodziewać.’

    John odłożył słuchawkę i westchnął. To działo się już trzeci raz. Na początku brunet przyjął to spokojnie, ale kiedy dowiedział się, że choroba byłej jego najlepszego przyjaciela się nasiliła, przestraszył się nie na żarty. To było okropne. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak chwycić kurtkę, którą dostał na urodziny i pojechać do szpitala gdzie przebywała teraz ta samotna kobieta.

    (…)

    Posiadacz błękitnych oczu stanął przed pokojem długowłosej piękności. Przyprowadziła go tutaj jedna z pielęgniarek. Pan Watson bał się otworzyć drzwi. Chłopak nie wiedział czego może się spodziewać po trwającej w letargu przyjaciółce.’

    Proszę, dwie wersje. Mam nadzieje, że zrozumiałaś o co mi chodzi. Nie można przesadzać. Piszesz dobrze. Nie psuj tego czymś co ja nazywam ‚nawykiem klawiaturowca’ ;> Za dużo.

    Poza tym nie mam się czego czepiać. Lubię to opowiadanie i na pewno będę je czytać do końca ;) Proszę, nie złość się na mnie za ten mały wykładzik. Nie wiedziałam jak mam to wytłumaczyć. A pisze to wszystko po to, aby Ci pomóc. Jakoś tak zawsze wychodzi, że Ci, którzy słuchają moich rad (odnośnie pisania) nie wychodzą na tym najgorzej ;*

    ps. Straaaaaaasznie długi komentarz mi chyb wyszedł ;)

    Pozdrawiam Cię baaardzo serdecznie i dziękuję za komentarze u mnie na blogu.
    Błękitna

    • ~Alicja pisze:

      Na wstępie zaznaczę, że naprawdę nie przeszkadzają mi uwagi czytelników! ;) Wręcz przeciwnie – odbieram to jako pomoc, i jestem szczerze wdzięczna za rady. :) Dziękuję Ci za trafne podpowiedzi, właściwie to dzięki Tobie uświadomiłam sobie, że mam fobię związaną z powtórzeniami. :D Wzięło się to jeszcze z czasów gimnazjum, gdy pewien polonista wytkał mi powtórzenia, od tamtego czasu ogarnia mnie wściekłość, gdy w trzech sąsiadujących linijkach widzę identyczny wyraz. :D Przeżywam horror!
      Twój przykład z „kurtką, którą dostał na urodziny”, uzmysłowił mi, że stanowczo przedobrzam. To co można napisać dwoma słowami, mi zajmuje dziesięć. :D Trafnie to ujęłaś. ;) Eh, w sumie mnie również denerwuje ten nawyk, chciałabym się go więc pozbyć. :) Od razu pewnie nie zrezygnuję z wszystkich „brunetów” itp., ale postaram się nie dopisywać mnóstwa zbędnych określeń. ;) Otworzyłam dziś pierwszą książkę jaką miałam na podorędziu (Harry’ego Pottera), i przekonałam się, gdzie leży mój problem. Jeszcze raz więc dziękuję! ;)
      Wątpię bym pisała dobrze, albo choćby nieźle, ale dziękuję gorąco za ciepłe słowa! Jest mi bardzo miło. ;)
      Pozdrawiam, Alicja;)

  7. kUchiha pisze:

    Rozdział świetny ! Długi i pełen emocji ;) Oby tak dalej kochana ;*

  8. kUchiha pisze:

    Zapraszam na nowy rozdział http://mrocznamilosc.blog.pl/

    Dziękuję za powiadomienie mnie, ale następnym razem prosiłabym, byś umieszczała tego typu komentarze w „SPAMIE” ;) Wolałabym uniknąć zaśmiecania notek. :)

  9. Alex pisze:

    Zapraszam do siebie na nowy rozdział :)
    Oraz czekam na informację od Ciebie o nn ;D

  10. Martha pisze:

    Cześć kochana!

    Wróciłam z nowym odcinkiem. Za jakiś czas dodam kolejny komentarz, po przeczytaniu Twojej notki :3

    Link do mnie:
    http://powrot-ksiecia-fobosa.blog.onet.pl/2014/09/14/odc-50-jeden-z-nas/

    Zapraszam Cię serdecznie!

  11. ~Martha pisze:

    Przeczytałam właśnie Twój odcinek i jak zwykle jestem pod gigantycznym wrażeniem barwności Twojego języka. Nadal co prawda zdarzając Ci się błędy w pisowni, ale wychodzę z założenia, że człowiek pod wpływem weny dba o wiele bardziej o siłę przekazu i doskonałe opisy sytuacji. Spełniasz się widzę w stu procentach w tym, co piszesz- mówię to po raz setny, ale nadal nie mogę wyjść z podziwu, jak doskonale układasz zdania i z na pozór zwykłego odcinka robisz dzieło sztuki. Mam wrażenie, że czytam dobrą książkę, co dodatkowo powinno Cię motywować, bo masz dziewczyno niesamowity dar. Co do treści, to już nie mogę doczekać się kolejnego odcinka. Aż mnie ściska coś w klatce piersiowej, by natychmiast zobaczyć, co będzie dalej. Umiesz budować napięcie! Daj znać kiedy kolejny odcinek! Bardzo mi miło, że wpadłaś też do mnie i skomentowałaś nowy wpis. Zapraszam też na kolejny, który opublikowałam dzisiaj. Czekam z niecierpliwością na odzew! Trzymaj się ciepło!

  12. ~Janet pisze:

    Zgadzam się z Leeeez.
    Mogłabym z pewnością dodać coś od siebie, aczkolwiek aż szkoda byłoby pominąć tak barwną wypowiedź powszedniczki :-)

  13. ~linia ero pisze:

    Wyjątkowo ciekawe

  14. ~sex oferty pisze:

    bede tu powracać bo fajnie piszesz

  15. ~Liebeszauber pisze:

    Mam nadzieję że niedługo będą kolejne artyluły

  16. ~karty tarota pisze:

    Dawno nie czytałem czegoś tak fajnego

  17. czytałem z zapartym tchem

  18. ~sextelefon pisze:

    miło się czytało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>